Lwów/Львів – Miasto Polskich korzeni. 27-29.05.2011r

Brak komentarzy »

Jakże sielankowy, beztroski i spokojny był to wyjazd.

Najlepiej zacząć od tego, że 1 Ukraińska Hrywna to 37 groszy.! Teraz, wiadomo dlaczego i tak warto odwiedzić Ukrainę – z szczególnym uwzględnieniem Lwowa. :)

Kiedy pierwszy raz pojechałem na wschód  w 2010, ciężko było się przyzwyczaić do POWSZECHNEJ biedy. Do innych zwyczajów, do dróg, do braku owoców w sklepach, jak i samego – raczej mizernego – ich wyposażenia,  specjalnego potraktowania nas przez Ukraińską policję jako „ważnych gości z zachodu” i przydzielenie eskorty policyjnej.

Ale ściągając z oczu już zeuropeizowane okulary uświadamiam sobie, że czuje się tam inaczej mimo iż a w Polsce 15 lat temu było DOKŁADNIE tak samo, że w sklepach nie ma owoców –  nikt ich nie kupuje,  bo każdy ma je pod domem, że sklepy nie mogą być lepiej wyposażone jeśli nikogo nie stać na więcej niż niewiele. Że te drogi są jakie są, a policja traktowała nas specjalnie bo mieliśmy rozbić swoja bazę na 3 tygodnie w małej mieścinie w okręgu Tarnopolskim. Dla nich to było coś, ludzie z zachodu ich odwiedzają, są nas ciekawi. Trochę mi było przykro, bo cieszyli się z odwiedzin kogoś zeuropeizownego, kogoś kto sobie „politycznie i gospodarczo” poradził.. A ja bym chciał mieć te owoce pod domem, i żeby pani w sklepie zamiast kasy fiskalnej miała liczydło i by mieć swobodę, bez jakiś pieprzonych nakazów i zakazów.

I Lwów – ta mała perełka, najwspanialsze Polskie miasto. Jeszcze w 20-stoleciu międzywojennym prawnie jako Polska. Miasto na pierwszy rzut oka przypomina mi Kraków, ale mimo tego, że jest zaniedbane i tak potrafi Gród Kraka na pysk powalić. Mnogość przepięknych budynków, wyjątkowych miejsc i tradycji ukraińskiej. Warto odwiedzić Operę Lwowską, ceny są w miarę osiągalne, a wrażenia już od momentu samego wejścia – nie do opisania. :)

W Lwowie żyje pełno ludzi znających język Polski. Nieraz słyszałem stwierdzenia, że: „Moja Babcia\Dziadek  jest Polką\Polakiem” albo ” w domu do tej pory mówimy po Polsku”. O wiele łatwiej tam mówić po Polsku, niż Angielsku czy Rosyjsku próbując się o coś spytać. Niektórzy nawet się denerwują słysząc, że mówimy do nich po Rosyjsku. Wszędzie jest mnogość pozostałości po Polsce; cmentarze, kościoły, symbole i przede wszystkim ludzie.

Warto korzystać z komunikacji miejskiej, ale TYLKO I WYŁĄCZNIE tramwaje. Te małe żółte busy, nie zawsze wykonują swoją prace w 100%, a pozatym jest w nich bardzo ciasno. Bitet to tylko 1 Hrywna czyli około 37gr. I nie ma co zwracać uwagi na minuty w rozkładzie – trzeba czekać aż przyjedzie.

Jeśli już żołądek przyssie - to polecam „Pyzata hata” naprawde duża stołowka ze szwedzkim stołem i nie jest drogo. Ja za ziemniaki, kiełbaske grillowaną i 2 kromki chleba dałem ok 10 hrywien = ok. 3,7 zł. W innej knajpie do zamówionego jedzenia, kelner przed obiadem przyniósł każdemu po pięćdziesiątce wódki ziołowej i do zagrychy kanapkę z smalecem i ogórkiem kiszonym – za darmo,  fajny zwyczaj. :D

Żebracy – to chyba pogrom tego miasta, gdyby nie ta grupa społeczna byłbym wniebowzięty Lwowem. Przynajmniej połowa z nich mówi po Polsku, jest miła prawie by Ci tyłek podtarli – ale jak nie dasz kasy to Cie zwyzywają.

W Centrum są 2 fajne targowiska;

1. Idąc pod Operę Lwowską i

stojąc twarzą do głównego wejscia odwracasz sie w lewo i idzesz caly czas prosto. Znajdziecie tam targ z recznie robionymi ukraińskimi błyskotkami, naprawde warto odwiedzić. I WARTO SIĘ TARGOWAĆ.! :D

2. Stojąc w centrum szukacie rogu rynku przez który przejeżdza tramwaj. Jak już tam jesteście to szukacie na rogu budynku sklepu z pamiątkami, taki dośc większy sklepik. I idzecie w stronę tego sklepu wzdłuż torów. Dochodząc do głownej drogi patrzycie na lewo i macie targ. to jest moje ulubione miejsce w Lwowie. :)  Idzie tam kupić nawet świadectwa szkolne z lat 20 stych, oryginalne historyczne mundury wojskowe ukraińskiej armi za 350 hrywien czyli ok 120zł. [taniocha] Toooooony komplentych apartów Zenit, odznaki wojskowe, tooony ksiązek, gazet, błyskotek, płyty winylowe [ ja kupiłem beatlesów za 15hr=ok.6zł i Scorpions'ów "the best of" za 10 hrywien Oryginalne..

Piwo w sklepie 2,5 - 3,5 Hrwny. Najlepsze jakie piłem - baltika [chyba Rosyjskie, ale bardzo dobre]. Kanajpy – w zwykłej tak od 12hrywien do 20 pod parasolkami na rynku i w dyskotekach. Idąc na dyskotekę często trzeba mieć dokument tożsamości, do tego doszczętnie Cie przeszukają - i  warto zawsze mieć przy sobie paszport. :)

Do milicji raczej nie ma co startować, ani pokazywać, że ma się przy sobie dużo kasy bo Ci poprosu zabiorą, jak sie będziesz kłócił zagrożą Ci potarganiem paszportu.

Warto zobaczyć cmentarz Łyczakowski, jest tam masa Polaków w tym m.in Maria Konopnicka, czysto Polska część – cmentarz Orląt Lwowskich. Warto tam przyjechać choćby po to by postawić świeczkę. I warto pamiętać że Bandera dla Polaków jest mordercą, kryminalista i zwyrodnialcem, a dla Ukraińców to Bohater narodowy. Czy warto sie wdawać w dyskusje.? Tylko jesli znasz temat szczegółowo.. a studiując Politologie myślałem, że wiem co nieco. Nie ma co siebie i ich denerwować skroro i tak nie dojdzie się do kompromisu. :)

Kilometrów nie podam, bo pociągiem jechałem. :)

Wstawiony Luty 17th 2012 w Bez kategorii

Słowenia – Adriatyk na majówke. :) 26.04-03.05.2011r

Brak komentarzy »

Po dłuższej przerwie, czas na zaległe podróże!

Pewnego wieczoru kiedy uświadomiłem sobie, że nie-załatwiłem sobie jeszcze nikogo na podróż na majówkę, wpadła mi do głowy – Kasia.  Szybki telefon: – „Cześć Kasiu, przypomniałem sobie właśnie, że pytałaś się mnie czy nie pojechałbym kiedyś z tobą stopem gdzieś dalej niż z miejscowości do miejscowości. – nooo. – Chcesz ze mną jechać na majówke do Słowenii nad Adriatyk? – okej. – to super, zgadamy sie na fejsbuku:) ”

Do tego jeszcze dołaczyli się do wyjazdu w 2 dniu-  Kasia i Arczi. :)

Jako, że zgubiłem kartkę z miejscowościami w jakich się zatrzymywaliśmy zrobiłem poglądową mapę na google. :) Za niżej kilka słów o słoweni i kilka zdjęć.:)

Słowenia – kraj przez wielkie „Jot” pisane.

Podróż stopem - kiepsko to wyglądało,  bo mentalnośc ludzi jest dziwna, ale już widoki i krajobrazy - przecudownie, za to wielki plus.:D

Jadąc na zmianę tunelami wywierconymi przez góry,  i zaraz za nimi mosty na kilka kilometrów, a wszędzie wokół piękne góry, do tego na końcu autostrady błękitny Adrityk.:) Kraj na długość ma 300km i super autostrady wiec w 2,5h spokojnie idze ją objechać.  Ale to tylko teoria lub szczęście – jak sie złapało stopa na zasadzie przejechania Słowenii na jedno auto.  :D

Jazda z granicy austryjacko-słowenskiej 300km wyżej wspomnianej autostradypokonaliśmy w czasie od 6 rano do 18.! 12 godzin, i wziął nas tylko jeden słoweniec, a tak to Czech i Serb. Wracając z wybrzeża z 1,5 godziny żeby złapać coś na ruchliwej drodze gdzie rejestracje jasno pokazują, że jadą w naszym kierunku. Potem 5 godzin łapania i pytania kierowców na stacji na początku autostrady i pózniej parking gdzie znajomi spędzieli 2 dni, a my koło 6 godzinin bo udało nam sie zabrać z nimi w 4 osoby polskim tirem. Słoweńcy boją się zatrzymywać na przystankach autobusowych, każdy nam mówił, że tu nie-wolno. Sami siebie określają jako nie-życzliwych.

I tu myk. Wracając łapiemy na stacji koło Ljubljany w Słowenii. W pewnym momencie słysze z tyłu „Cześć”. Krótka myśl.. kurde.. wszędzie Ci Polacy..  Odwracam się i oczom nie mogę uwierzyć. Agata, moja dobra znajoma z Rzeszowa.. A z nią drugi znajomy – Mati. :D

Uwielbiam takie sytuacje. :)

Gallleryyyja z wyjazdu :

>>>KLIK.!<<< Link do FILMU z wyjazdu. Autorswa – Arczi’ego.



Zdj;  Nasz pierwszy nocleg w toalecie dla niepełnosprawnych na parkingu „policyjnym”. Granica Austria-Słowenia.

Zdj; Piękne wybrzeża w Słowenii co kilkaset metrów brzeg wygląda całkiem inaczej.



Zdj; W trasie z początku na koniec 16-nasto kilometrowego wybrzeża Słowenii.

Zdj; Nasze niewiasty w Piranie:)

Zdj;  Kasia na szczycie Piranu :)

Zdj;  Sys & Kasia, tym razem już na dole Piranu:)

Zdj;  No i co ja tu mam napisać…:P

Zdj;  Kaś. :D

Zdj;  Nasza rumuńska natura autostopu. :) Czyli jak wygląda nasze życie w trasie poza pięknymi zdjęciami..:D

Zdj;  aaa.. To była noc.  Pierw uciekając z małego sadu oliwnego przed jakimś przerażającym szczekaniem psa który miał poronione struny głosowe.. A potem tutaj, drocząc się z oślepioną przez nas i przestraszoną sarną.

Zdj;  Nowa metoda stopowania. Na Arczi’ego. :)

Zdj;  Powoli próbując wydostać się z wybrzeża w kierunku domu.:)

Zdj;  Łapanie na desperata :)

Zdj; I spotkanie znajomych na trasie. Ljubljnana – Aga i Mati.:D

Zdj ;  I na koniec. Chyba jedyne wspólne zdjęcie z trasy. Sys i Kasia. :)

Link do całej galerii z wyjazdu – https://picasaweb.google.com/113257380712926886520/SOweniaAdriatykStopem260403052011r

Niestety zgubiłem kartkę z złapanymi autami i trasami ale ogólni pamiętam co i jak, google maps wyświetliło nam podróż na – 2230 km ; Brzesko – Słowenia – Brzesko. :)

Suma;   2230 km
Łączna trasa przejechana stopem: 17676,1 km
.
Kontakt:
E-mail;  Systembrzesko@gmail.com
gg; 6739984

Kontakt:

E-mail;  Systembrzesko@gmail.com

gg; 6739984

pozdro,

System.:)

Wstawiony Wrzesień 11th 2011 w Bez kategorii

Sylwestrowa Barcelona [CZ.3] : na Polske!

Brak komentarzy »

Rano na parkingu okazało się,  że wyładował się akumulator i musiał jakiś inny TIRowiec podjechać nas „podładować”. Z naszym Senegalczykiem którego imienia nawet nie-poznaliśmy dojechaliśmy do Francuskiej Valencji. I tu zaczyna się już ostra jazda.! :)
Zatrzymał się nam młody francuz, zapinając pasy zauważyłem jointa w jego ręce – troszke mnie to zdziwiło.. ale ok, jak chce niech sobie pali.:P Pod Lyonem zatrzymał się nam mega wpasiony TIR z wymalowana areografem Rihanny na drzwiach, wsiadamy, a tu czerwona skóra na podłodze, fotelach, obicia w kolorze czarno-czerwonego drzewa,  jakieś złote korony i bajery.. Kierowa ani me ani be po angielsku, tylko Francuski.. jakoś się tam ugadaliśmy po 15min dosziśmy do tego kto ile ma lat.:D Pokazuje, że ma piękne auto, a on, że to jego dom, tu żyje – i zaczyna prezentację, wyciąga z  schowków –  toster, opiekacz, piekarnik, mikrofalówkę, laptopa, telewizor, czajnik, lodówkę.! Oczy nam wyszły na orbitę.! Okazał się przesympatycznym i dowcipnym TruckManiakiem.:D i żeby nie było za normalnie wyciąga skręta.. Zjarał jednego, jadąc skręcił drugiego i też zjarał. ^^No ok.. zdarza się.:P  Następna trasa już w miarę normalna do Villefrance pod bramki autostrady. Tym razem sympatyczna parka wiezie nas do Troyes, gadu gadu, mówie, że dziwi mnie otwartość francuzów, ze nie boją się przy obcych wyciągnąć „towar” i palić, jakos to przebełkotali, jadą dalej, kierowa coś szuka pod moimi nogami, wyciąga butelke piwa i mówi- „Baltika, rassia bir.” ^^ poszło w obieg na 4 osoby, zaraz wyciąga z paczki jointa,  ja w śmiech bo sytuacja już była w miarę przewidywalna.:D No nic wysiadliśmy na stacji w Troyes, mając jeszcze 100km do naszego noclegu w Foutainebleau, nie mogło być inaczej. Utknęliśmy. 8h na nogach łapiąc, pijąc gorącą czekoladę i segregując mapy na stacji..:P Dopiero rano wydostaliśmy się jakimś cudem na 3 auta do samego centrum Foutainebleau..:P tam nocleg u Polskiego misjonarza ks.Pawła Witkowsiego na plebanii.:D Żyć nie umierać.! Księża ugościli nas iście.. królewsko.! Jakieś kraby, kiełbasy pleśniowe, sery pleśniowe, wino – wszystko co tylko chcemy i w dodatku każdy ma swoje łóżko i PRYSZNIC.! Do foutainebleau dojechaliśmy zgraną paczką 7 osób – Ja z Pauliną, Bart z Agnieszką, Bartnik z Anką i Łukasz. :)

I tak od Barcelony do Polski. Mieliśmy jechać do Prayża, ale opja ciepłego łóżka wygrała – jedziemy do Kassel w niemczechu, do wujka Barta. :) Kierunek Polska. Kolejna dość niespotykana rzecz – od momentu jak wyszliśmy z tego kościoła i złapaliśmy pierwszego stopa [Foutaineblueau leży jakies 60km od Paryża] do granicy niemieckiej w SaarBrucken jechaliśmy 5 autami na stopa w 4 osoby, a to jest jakieś 450km.! Rewelacyjny wynik. ^^ Co prawda z jedna wpadką po drodze..:P

Mianowicie łapiemy stopa w Metz, a tam tragiczna miejscówka – 1,5h łapania na jakimś cienkim poboczu.. dało nam po dupie, i nagle padł pomysł.! ja: – Paweł, olejmy łapanie dziś, i chodźmy zwiedza Metz nocą z winem w ręce.! Na zryw nie trzeba było długo czekać.:P Niestety dworzec kolejowy gdzie mieliśmy zostawić plecaki był zamknięty jak już do niego dotarliśmy..:P Dodatkowo zaczeło padać, a w Metz nie ma takich sklepów jak nocne i jedynym miejscem gdzie mogliśmy kupić alkohol to były tureckie kebaby na rynku – najtańsza 0,5 wina kosztowała 10 euro.!!Długo nie myśląc wyciągneliśmy swoje piwa i wina z Hiszpanii i „obaliliśmy” do dna.:)

Jako, że zwiedzać się nie bardzo dało bo zaczeło padać, my byliśmy zmęczeni a plecaki dawały sie we znaki, postanowiliśmy znaleść jakąś miejscówkę na nocleg, grupka utknęła pod mostem na czas „przejsciowy”-  który był przynajmniej suchy,  pojawia sie srebrny peugeot 206, otwiera sie szybka a tam jakis młody francuz z butelką litrową wódy i zaprasza nas na impreze. :D Na szczęście nie skorzystaliśmy, jak podjechał 2 raz nie miał już prawego lusterka i połowy wódki, a jak otworzył okno to chmura haszyszu pooopłyneła.:P w miare szybko się utleniliśmy od niego i poszliśmy w stronę szpitala gdzie przekimaliśmy się 3 godzinki w poczekalni.:P

wypijając wcześniej 4 ostatnie hiszpańskie piwa – estrelle – w doborowym towarzystwie nawet zimno, wiatr i deszcz nie starszny. Wypiliśmy zdrowie nasze  i za podróże i szczęście w życiu – bo ono jest najważniejsze. Późna pora, zmęczenie i efekt uboczny alkoholu zaczął zamykać nasze oczy. Padło na szpital i poczekalnie.. :) 2-3 godzinki snu i rano na wylot. I tu zaczyna sie niemiła część podróży. Pełna podróży wszędzie – tylko z daleka od autostrady, po kilka kilometrów, po kilka godzin czekania i w deszczu. Pierwsze problemy tuż przed granicą niemiecką, kontrola policji, bo łapiemy już za tabliczką autostrady, ale udało się na spokojnie. Nastpny przypadek to francuz który miał nas wysadzić na stacji benzynowej.. i wysadził, tylko że na początku miasta i daleko od autostrady.. [znowu] :/ potem cały dzień łapania w Saar Brucken pełnym rzadkiego deszczu. Po całym dniu stania w przemoczonych trekach zdeformowało mi nogi w kształt śliwki suszonej na święta. Sytuacja stała sie bardo nie przyjemna jak każdy krok sprawiał coraz większy ból. Postanowiliśmy wydać ostatnie euro by dojechać do Kaiserlautern pociągiem i tam poszukać lepszej miejscówki.  Znowu kontrola policji [ o dziwo skontrolowali tylko mnie na cały wagon..:P tak strasznie wyglądałem czy jak.?:D ] Na miejscu dowiedzieliśmy sie ze do wylotu na autostrade jest 2,5h na nogach … na których nie bardo mogłem chodzić.:P Obralismy nowy cel. Kościół – to z natury dobra instytucja może nam przygarną na noc. :D Coprawda nie przenocowali nawet na podłodze, ale wskazali gdzie możemy spać.. Przytułek dla bezdomnych.. Pfff.. już lece , aż kwicze na taki nocleg..  Po godzinie na ławce ruszyliśmy w stronę „schroniska”.. :P Okazało sie mega wypaśne. Każdy ma swój pokój,  czysto 50 calowa plazma pełno sprzętów agd, darmowe żarcie i prysznic! A Ci bezdomni których sie tak obawiałem byli.. normalnymi ludzmi, z którymi można było porozmawiać po Angielsku, Francusku i Niemiecku. Chciałbym mieć takich żuli w Polsce.. Droga do Polski to juz tylko 3 auta i o 1 w nocy byliśmy we Wrocławiu.

Trasy:

Rzeszów – Dębica  44,8km

Dębica – Katowice  199km

Katowice – Wrocław  190 km

Wrocław – Bolesławiec  110km

Bolesławiec – Zgorzelec  50,8km

Zgorzelec – Erfurt  321km

Erfurt – Gißen  205km

Gißen – Baden-Baden   236km

Baden-Baden – Freiburg  110km

Freiburg – Lyon  438km

Lyon – Orange  201km

Orange – La Jonqera  283km

La Jonquera – Granollers   147km

Granollers – Barcelona   36,9km

Manresa – Vic    50,4km

Vic – Perpignam   159km

Perpignam – Valencia  352km

Valencia – Lyon  95,6km

Lyon [południe] – Lyon [północ]   13,4km

Lyon – Villefrance   34,9km

Villefrance – Troyes   329km

Troyes – Villemaurs-Vanne  28,7km

Villemaurs-Vanne – Monterau-faut Yvonne   66,2km

Monterau-faut Yvonne – Foutainebleau   22,8km

Foutainebleau – Monterau-faut Yvonne 66,2km

Monterau-faut Yvonne[miasto] – Monterau-faut Yvonne [autostrada]    2km

Monterau-faut Yvonne – Troyes   98km

Troyes – Charmonten-Bassigny   101km

Charmonten-Bassigny – Metz   189km

Metz – St. Avold   44,8km

St. Avold – Forbach  20,8km

Forbach – SaarBrücken   13,5km

Kaiserlautern [miasto] – Kaiserlautern [autostrada]    7,7km

Kaiserlautern – Mannheim   69,8km

Mannheim – Norymbergia   220km

Norymbergia – Legnica   516km

Legnica – Kąty Wrocławskie   53,7km

Kąty Wrocławskie – Wrocław   15,8km

Wrocław [bielany, autostrada] – Wrocław [miasto]  14,5km

Wrocław- Katowice    195km

Katowice – Myślenice  13,6km

Myślenice – Bochnia  109km

Bochnia – Brzesko 10km

Suma;   5484,9 km
Łączna trasa przejechana stopem: 15446,1 km
.
Kontakt:
E-mail;  Systembrzesko@gmail.com
gg; 6739984
Wstawiony Czerwiec 25th 2011 w Bez kategorii

Sylwestrowa Barcelona [CZ.2] : Barcelona & Manresa

Brak komentarzy »

29.12.2010r

O wpółdo 12 wyjechaliśmy z Freiburg’a na autostrade – 1,5 godziny łapania w zimnie dziwnie się odbiło na naszych pomysłach : – tańce, nagrywanie teledysku do piosenki wymyślonej z miejsca, aż po wielu pośbach wziął nas Polski kierowca TIR’a przed francuski Lyon. Szczęscie tego dnia zaczęło się dopiero budzić – dostaje telefon od taty – „Daniel, mój znajomy wraca z Praryża kolo 4 stycznia swoim autem. :)” No co.. Paryżu witaj, uroniło się w mojej głowie. :) Następny TIR złapany na CB, tez Polski kierowca Darek wywlókł nas 100km za Lyon do niejakiego „Orange”.  Zaczęło sie luźnie, odżopowieści o „kochających inaczej” jakich spotykał na swej drodze jeżdząc tirem, jak będę miał dostem do nagrań wideo które z nim zrobiliśmy kiedyś tu wrzucę.:) Postój, jedzonko i załatwił nam dalsza droge w tirze swojego znajomego do hiszpańskiej granicy. Francja pękła.:) Co najdziwniejsze ten kierowca jechał ze swoją żoną, a nas była trójka :) Jechał z Polski do granicy Hiszpańskiej TIR’em czyli jakieś 1600km z jedną przerwą 45min.. gdzie.. system jazdy tira to 4,5h jazdy, przerwa, 4,5h jazdy i nocleg. Nie wiem jak to omijał ale respekt dla niego..:PJeszcze fakt, że tiry mają mechaniczną blokadę na silniku do 90km/h, a zdarzało nam sie dość czesto jechać 110-120km/h.:D  Tu na granicy Hiszpańskiej kolejny wyjątkowy nocleg – na naczepie TIRa. :)

30.12.2010r- 1.01.2011r.

Ruszyliśmy dalej w 5 osób Tirem w okolice Barcelony.! jakieś 30km przedcelem wymijalismy na autostradzie Polskiego TIR’a – pomachaliśmy do niego i odezwał się na CB, co i jak tam u nas. I nasz kierowca, że wiezie 3 stopowiczów na Barce, a ten drugi, – „ja też dwójkę z Wrocławia.” :) Wysiedliśmy na jednej stacji, żeby sie poznać, tam jeszcze 2 niemickich autostopowiczów, którzy z uśmiechem na ustach do nas przy spotkaniu – „ Are you from Poland.?” Komicznasytuacja, opowiadali, że gdzieolwiek nie stawali spotykali wszędzie polaków jadących na Barce. :) Zabrała nas Francuska parka BMW X1 do samego centrum katalonii.

Jesteśmy w Barcelonie.! Kolejna dziwna sytuacja wysiadamy w centrum, podpominiek Kolumba, wyciągamy rzeczy z bagażnika, podchodzi jakiś koleś i pyta – „Polacy?” :D :D Kolejny nasz chłop.^^ W Barcy rundka po nabrzeżu, i mieście.  Pierwszy szok, w Polsce w tym czasie było minus 10 stopni Celcjusza, tam plus 13.! Tego chcieliśmy.^^ Po pierszym szoku, pierwsza niespodzianka, nie-udało się załatwić noclegu, zostaliśmy nalodzie. Ale przecież „im gorzej tym lepiej”. Kokodzambo i do przodu. Wielkie „O.!” powiedziałem jak dotarliśmy pod pałac i fontannne „Font Magica de Montjuc” – wieczorem to jedno z najładniejszych miejsc jakie kiedykolwiek widziałem.!  I cóż nam zostało, zacznamy impreze, każdy w ręce wziął Sangrie, przepyszne tanie hiszpańskie wino.:) idziemy szukać noclegu. Osoby które przyjachay dzień wcześniej spały u jakiejś Ukrainki, ale o 5 rano wyrzuciła ich Policja która w 5 radiowozów zjawiła się na wezwanie, że ktoś śpi da dachu. :P Cel – Dworzec Centralny, co za widok – tylu ludzi ułożonych w kupce na karimatach i śpiworach na dworcu. :D

Pobudka o 8 rano, wyszła idea – mamy sylwestra – idziemy na piwo.:Di całkiem normalny dzień, łażenie po mieście, zwiedzanie w ostro pozytywnym towarzystwie. :) Wieczorem wycieczka na La Ramble i świętowanie. Kolejny szok. Hiszpanie nie-świętują sylwestra, o pólnocy jedza 12 wiogron i ida spać, zero imprezy, zero petard, a naplacu sami obcokrajowcy i 2 razy więcej złodzieji. Ale co tam nie po to przyjechaliśmy by sie nad tym zamartwiać.Robi się coraz ciekawiej,  zagadałem się ze znajomą z Poznnia [ Tak, tak pozdrawam Cie Diana.:) ] i zgubiliśmy reszte Polaków, dopiliśmy swoje wina,  kilka następnych, ją okradli, impreza zaczyna sie kruszyć o 3, więc mówie, że idę do parku na wzgórze sie tam przespać, – „A co będziesz spał w parku, chodź ze mną mamy nocleg na jachcie w dokach..” :D :D sie okazało, że to nie byle jaki jachcik, a raczej apartament - 4 kajuty, każda ma swoja łazienke, prysznic, plazme itp. A jedna noc to koszt 15 000 zł w tym miejscu.. a my za darmo. Nie-wnikajcie jak to złatwili, to inna śmieszna historia. ^^

budzę się o 10, mając jeszcze dobrze w głowie i uświadamiam sobie, że przecierz zostawiłem w Polsko-Katalońskim stowarzyszeniu mój plecak na noc.Dobra idę, zaraz po wyjściu z doków zadałem sobie pytanie.. „Gdzie ja kurwa jestem.?, Gdzie jest mój plecak.? Jak ja niby mam tam dotrzec nie-wiedząc gdzie to jest i gdzie ja jestem teraz.?” Do tej pory nie-wiem jakim cudem ale po 2 godzinach trafiłem na miejsce.:) Podchodzę na miejscu do ludzi pytam sie kilku - gdzie spałeś.? – „a na plaży”, „w parku” – „próbowali mnie okraść”, – „jeździliśmy cały czas metrem”, „nie spałem”, a ty System.? – „a ja na jachcie” – ” O ty Ch***.!” Chwile zajęlo zanim minęła im złośc na mnie. :P  Od 2 dni nie-widziałem już dziewczyn z którymi tu przyjechałem, podobno spały z kilkoma osobami od nas u jakiegos Jamajczyka i mieli przednia imprezę. :D Z kilkoma ludźmi postanowiliśmy, ze jedziemy do Manresy 100km od Barcy, i dalej w trase po Europie, mamy tam Polaka który prze neta zgodził sie przenocować kilka osób. Na miejscu Robert się nas pyta – chcecie coś, jedzenie czy cokolwiek.? – Prysznic.!!!Po kilku dniach mycia sie na stacjach w umywalkach to już rarytas.! :)

Ma dziewczyne Jenny, rodowitą Brazylijkę.:D Przesympatyczni ludzie, oby więcej takich na naszej drodze.! Tam wygodny nocleg – na ŁÓŻKU.! [:P] Zwiedzilismy Manresę, pamiątkowe zdjęcia jazda dalej.! dziwnie wyszło.. bo mieliśmy wyjechac rano, a wyjechalismy dopiero o 22.:P krótka trasa do Vic, z nauczycielem muzyki, i tam złapaliśmy Senegalczyka jadącego do Grenloble we Fracji. Sytuacja komiczna ja łapie na drodze, a Paulina [wacałem do Polski już z nią, a nie Z Dorotą i Baśką]  10m odemnie na stacji bezynowej. Zatrzymuje się TIR z tym Senegalczykiem, nie-wiem jak sie dogadali, – ale jedzie do Francji więc wsiadamy.:) Podchodze do auta, patrze i nie-widze kierowcy, wszedzie ciemno, nagle cos sie ruszyło – a tu murzyn. W dodatku w dredach do pasa.:) Pytam ” Do you speak English.?” – „Little” Ok.. Tyle, że to jego little było takie 5 razy little little.:) A określenie które znał najlepiej to ” No Phhroblem, No Phhroblem”, za granica zatrzymała nas inspekcja drogowa, TIR dwu osobowy, a nas trójka, na szczęscie Paulina w porę zdążyła się schować i nie byo problemu. :) Dojechaliśmy do Perpignam, wyskoczyła długa przewa [9h] więc mowie do niego prostym migowym-angielskim, że „my wysiądziemy, żebyś mógł iśc spać i będziemy łapać dalej”, a no on ” No Phhroblem, no phhroblem, I sleep here, you sleep here.:D” Super - nocka w ciepłym Tirze. :)

System.

Wstawiony Kwiecień 17th 2011 w Bez kategorii

Sylwestrowa Barcelona [CZ.1] : Droga do Freiburg’a

1 komentarz »

Zaczęło się nie-winnie. :)

Święta, rodzinka sobie gada i nagle telefon od Anity – „System, jesteś w teleekspresie.!” Następnego dnia byłem już w drodze do Katalońskiej Barcelony.!

>> KLIK.! << [ <- autostopowy teleekspres]

 

Dzień pierwszy/drugi.  Wstępnie miałem jechać sam, ale bogu dzięki Dorota i Baśka namówiły mnie do dołączenia do nich.:) Wyruszyliśmy z Rzeszowa koło 10 rano, – kierunek Wrocław, cel – jak najdalej na zachód. Pierwszą parę stopowiczów spotkaliśmy w Katowicach pod McDonaldsem, nie-stety chłopakom łapanie szło mizernie więc postanowiliśmy poszukać następnej stacji, w końcu to Katowice, coś musi być.. [..ale nie było. :P ] Gdzieś po godzinie marszu za barierkami autostrady na jakimś dupatym wyjeździe dziewczyny machnęły na auto tak „o”.  Udało się, małe, ciasne – Audi A3 ale ciepłe i mozna wydostać się z tych wrednych Katowic.!:) Jak sie okazało kierowca jechał do Rybnika więc zaraz miał zjazd w Gliwicach, po jakiś 20km. Co nas najbardziej zdziwiło..  Nadrobił 160km w jedną strone, żeby nas zawieść do Wrocławia.! tak o. :) Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie.^^ We Wrocku na Bielanach następne 3 pary, więc wyszliśmy na autostrade i dawaaaj wielgachny karton Barcelona.:D Zatrzymał się TIR, z 2 kierowcami w środku [nas było 3] więc lekko się.. zdziwiłem dlaczego.:P Okazali sie mili.. az nazbyt dla dziewczyn więc pojechaliśmy z nimi do pod rozjazd na dwie granice z Niemcami. Znaleźliśmy się na parkingu w jakiejś czarnej dziurze, wysiadając z TIR’a facet z obsługi stacji do nas z tekstem – ” eee.. Do Barcelony to dalekooo”. Szok. „Skąd Pan wie, że jedziemy do Barcelony”, – ” Bo przed wami 8 takich wariatów było”. :) :) Krótka rozmowa i tekst : „A myślałem, że to moje dzieci mają pojebane pomysły” :P Następny TIR, tym razem złapany na CB przez innego kierowce na parkingu – okazał się tirowiec z pieskiem o imieniu „Sokrates”, stały domownik i obrońca kabiny Mercedesa.:D I jesteśmy na Granicy Polsko Niemieckiej, godzina ok 23, więc Polska zrobiona w 13h – czas do dupy.  Jedziemy z Michałem w cysternie z 27tonami oleju.:) Początkowo taka śnieżyca, że wyjechać z parkingu się nie-da.. akcja załatwianie łopaty i odśnieżanie – odało się,  jedzemy. Za Dreznem jest spore wzniesienie, widok naprawde nie-powtarzany – cała biała autostrada, jedziemy prędkością maksymalną 10-15km/h bo szybciej sie nie-da mijając inna cysterne, która jedzie bokiem ślizgając się po mieszance lodu z śniegiem. Wysiedliśmy w Erfurcie, na beznadziejnym martwym parkingu w środku nocy. Stojąc 20 minut i czekając na pierwsze auto, bylismy juz lekko zirytowani.:P Naglę pojawił się TIR z rejestracjami na „PL”, zatrzymany Polskimi symbolami, po wieeelku prośbach podwiózł do Gießen.:) Z naszymi organizmami coraz gorzej, nastaje ranek, a my ciągle bez snu w podróży. Wziął nas (podobno) przesympatyczny niemiec Rihard (wiem to tylko z relacji po wysiądnięciu z auta – całą drogę przespałem..:P) ktory tez nadrobił troche kilometrów, żebysmy mieli lepsza pozycję na daleszą podróż – stacja w Baden-baden, tam spotkalismy 3 inne pary, więc postanowiliśmy się pójść ogranąć w toalecie. Wracając nikogo już nie-było. Zatrzymała sie niemka – Uta, po 50 km posnęliśmy jej w aucie [26h jazdy non stop], obudziła Baśkę z przodu i powiedziała: – „Mam dla was 3 propozycje; – albo jedziecie do mnie na lunch i potem odwiozę was na wylotówkę, albo jedziecie do mnie na lunch, przenocujecie i jutro waz odwioze na wylotówkę, albo dam wam mój adres i odwiedzicie mnie w drodze powrotnej”  My w szkoku. Szybka kalkulacja.. Nie śpimy juz ponad dobę, i tak długo nie-pociagniemy, jesteśmy głodni, spasło by sie przebrać, ogrzać, wykąpać – jedziemy na nocleg.! :D   to była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć podczas tego wyjazdu.:) Na miejscu nasza Uta zrobiła spagetti, i otwarłaaa winoooo. :D Na zmęczony móżdżek szybko siada.:D W wesołej aurze dotarłem na moje łóżko. Obudziłem się pół godziny później i pytam się dziewczyn gdzie jest Uta, kolejszy szok. -  „Uta poszła do koleżanki, zostawiła nam swoje klucze od domu, bilety na tramwaj, blankiety na kawe w mieście i powiedziała, że jak chcemy mozemy pozwiedzac miasto i widzimy sie wieczorem”.. Przez chwile nie-wiedziałem, że żartują czy mam poprostu sprawdzić. Naprwadę są jeszcze ludzie na tym świecie wierzący w dobre intencje innch.  Rarytas.^^ Rundka na miasto – Freiburg niedaleko granicy Francuskiej w Niemczech.  O 21 Uta zapakowała nas w auto i spowrotem do centrum – klub salsa. :) Zawsze myślałem, że dobrze tańcze dopuki tam na parkiet nie-wszedłem.:P Sie okazało, że jej trenerem jest wice mistrz Europy w salsie. :D

System.

Wstawiony Luty 8th 2011 w Bez kategorii

warsaw calling.

1 komentarz »

Warszawski wyjazd, czyli próba generalna zimowego stopowania przed Barceloną.^^

Cel – wizyta w „Pytaniu na śniadanie” w TVP2 + impreza.^^

Zaczeło  się o 16.30 w Rzeszowie.

Na zewnątrz ciemno, zimno wieje i pada snieg, czyli nie-miło i to tak konkretnie.^^ Na szczęście po półtorej minuty złapaliśmy bezpośrednio tira na Warszawę by osiem godzin później być na miejscu, powrót przez Tarnów/Brzesko, więc przy okazji pozbierałem czyste skarpetki, i o 1  nocy w Brzesku złapaliśmy kierowce na Rzeszów.  Tydzień Później trasa Brzesko – Rzeszów – Babica – Lubenia [takie zadupia^^] i spowrotem. Wszystko śnieżną nocą. Tak sie obawiałem łapania zimą i nocą.. A jest o wiele łatwiej i szybciej.. Przynajmniej tak było przez te ostatni tysiąc „zimowych” kilometrów.

Link do Programu „Pytanie na śniadanie” – Austostopem do Barcelony ;

>> KILK.! <<

Towarzysze podróży

Rzeszów;Warszawa – Aśka,  Warszawa;Rzeszów -Anka,  Latoszyn;Brzesko – Sabina, Owiec, Maciek, Ewa.^^

Trasy;

Rzeszów – Warszawa    296km

Warszawa – Brzesko   328km

Brzesko – Rzeszów    108km

Rzeszów – Brzesko   108km

Brzesko – Rzeszów   108km

Rzeszów – Babica   17,1km

Babica – Lubenia   4,6 km

Lubenia – Brzesko    124km

Suma wyjazdów przedsylwestrowych ;  1093,7km

Łączna trasa przejechana stopem:  9961,2km

WESOŁYCH ŚWIĄT.!

I oby do nowego roku.!

W Barcelonie.^^

Wstawiony Grudzień 20th 2010 w Bez kategorii

Beskid Mały.

Brak komentarzy »

Podjąłem sie organizacji imprezy w Beskidzie Małym, zebrać autostopowych „ludzi gór” .^^

Efekt.? Zobaczycie na zdjęciach.^^

Zjechało sę nas z 40-stu luda.^^ Pierwsza noc rzucenie pieczeni na większy ogień, wieczorkiem już podejście pod Potrójną, potem marsz do groty Komonieckiego, tam nocleg, nie-stety, nie-wszyscy byli w stanie znieść nockeg w leśnej grocie. A miejsce naprawde wyjątkowe – grota głęboka na ok. 7metrów, taka skalna półka, z której leje sie mały wodospad i w środku my.^^ Ma miejscu po wyczerpującym i błotnistym marszu relaks przy kiełbasce i winku.^^

Później pentetracja podziemnych jaskiń- „czarne działy”, naprawde konkretne tunele.^^ kto nie-przecisnął się 10m pod ziemią przez ciasne skalne szczeliny, nawet nie-wie co stracił.^^

Po wyjeździe jeszcze TYLKO 3 tygodnie jechałem na lekch, ale wart było.

Po to by przejść zielony szlak w kółko, położyć się na szczycie potrójnej i patrzeć na gwiazdy..

..tak w milczeniu.^^

Trasy;

Rzeszów – Brzesko    108km

Brzesko – Zator   93,9km

Zator – Wadowice   15,4km

Wadowice – Andrychów  11,7km

Rzyki Praciaki – Brzesko   112km

Suma; 341km

Łączna trasa przejechana stopem:  8867,5km

Więcej zdjęć i informacji tu – >> KLIK.! <<

Wstawiony Grudzień 20th 2010 w Bez kategorii

Sylwester – trasa. :)

3 komentarzy »

Barrrrceloona.^^

I kto by pomyślał, że dla niektórcyh sylwester może trwać prawie aż 2 tygodnie.! Taki, który kosztuje grosze i przy okazji zwiedza się jedne z najpiękniejszych miejsc w Europie.^^

Marzenie, i co najlepsze.. do spełnienia.^^

zapraszam na : http://www.sylwester.autostopik.pl

Wstawiony Listopad 23rd 2010 w Bez kategorii

AUTO SLOT Kraków. 5-7.11.2010r. :)

1 komentarz »

Tym razem Krakowski SLOT odbył sie pod patronatem autostopik.pl, a jako, że tematem przewodnim imprezy był – autostop – nie mogło mnie tam zabraknąć . :) :)

Na miejscu prowadziłem 4,5h wykładów z survivalu przez co miałem darmową wejściówkę. :D

Ekipa doborowa, pierwszego dnia zitegrowaliśmy sie na domówce na ul.Czarnowiejskiej. :D Tam impreza na balkonie bez balustrad, jazda na nartach bez śniegu i granie na gryfach gitar bez gitar. :D Kilka tanich win, śliwowica, shisha.:) Następnego dnia większośc zajęć ludzi od nas z forum o autostopie, moje wykłady survivalowe i następna domóka, tym razem u Tomka na ul.Szlak. :D tylko 5 razy była sąsiadka z góry i tylko dwa razy policja. :D Bo wkońcu : „ściany i sufit drżą przez nas, a to tylko przez to, że sufit jest z bambusa. :D ” tam impreza masakrator, nocne harce i wyczny którch lepiej nie-wspominać. :P

Trasy:

Rzeszów – Ropczce   28,9km

Ropczce – Tarnów 50,5km

Tarnów – Brzesko  29,8km

Brzesko – Kraków 55,3km

Suma;  164,5km

Łączna trasa przejechana stopem: 8526,5km

Już za kilka godzin wyjazd w Beskid Mały. :)

Będzie rzeź. :)

Wstawiony Listopad 11th 2010 w Bez kategorii

Bieszczadzki melanż. :D 23-24.10.10r.

2 komentarzy »

Przypadkowy wyjazd w Bieszczady, do którego zostałem namówiony na imprezie w akademiku..  A fakt ten uświadomiłem sobie dopiero następnego dnia.. Sześć osób, cztery kobitki, i 2 facetów – na początek – dobre proporcje. :D

Udało sie bezpośrednio złapać stopa w 4 osoby z Rzeszowa do Lutowisk [ maluśka mieścina na trasie miedzy Ustrzykami Dolnymi, a Ustrzykami Górnymi] – mega fart.:D

Na miejscu impreza od początku, potem dojście na chate Socjologa na Otrycie, zielonym szlakiem. :D

Troche za mało pochodziliśmy, ale i tak było fajnie. :D

Towarzystwo podróży: [Ola,Ania, Kornelia na trasie Rzeszów-Lutowiska i Lesko-Rzeszów, oraz sama Kornelia Dwernik-Ustrzyki Dln.]

.

Trasy :

Rzeszów – Lutowiska 140km

Dwernik – Ustrzyki Dolne 35,9km

Ustrzyki Dolne – Lesko 24,1km

Lesko – Rzeszów 90,6km

Suma: 290,6km

.

Łączna trasa przejechana stopem: 8362,7, 1km

Zapraszam na : www.autostopik.pl

.

Kontakt:

e-mail;  Systembrzesko@gmail.com     gg; 6739984

Wstawiony Październik 31st 2010 w Bez kategorii